
Najważniejsze
"Życie podarowano mi trzeci raz"Rozmowa z pilotami, którzy posadzili samolot na jeziorze
1:23 (1462 kB)
oglądaj / pobierz
Nie wiedzieli, jak gruba była tafla jeziora. Nie wiedzieli, czy uda im się przelecieć nad drzewami i co stanie się, gdy dotkną ziemi. - To była walka - mówią piloci polskiego samolotu, który w czwartek rano lądował awaryjnie na zamarzniętym lotnisku Ulemiste, tuż obok lotniska w Tallinie. - W moim przypadku, to już trzecie podarowane życie - przyznaje kapitan Marek Szczepański w rozmowie z reporterem TVN24.AN-26, własność polskiej firmy lotniczej Exin świadczącej usługi czarterowe dla firmy DHL, lądował z jednym działającym silnikiem. Miał duży przechył w lewą stronę. Pierwsza próba lądowania - jeszcze na pasie lotniska - się nie powiodła, maszyna wzbiła się w powietrze i rozpoczęła procedurę jeszcze raz.
Gdy okazało się, że samolot nie da rady wylądować na lotnisku i tym razem piloci zdecydowali się "siadać" na zamarzniętym jeziorze. - Interesowało mnie tylko, żeby samolot stabilnie posadzić. Najważniejsza była prędkość z jaką kończyliśmy manewr. Gdyby była niewłaściwa mogliśmy wcześniej zwalić się w las, pościnać słupy albo wylądować na drodze, która też była niedaleko - relacjonuje kapitan Szczepański.
Jeśli nie cud to co?
Zachował zimną krew do końca, bo nie pierwszy raz walczył w powietrzu z naturą i sprzętem. - Jestem górą skoro to już trzecie podarowane mi życie - mówi z uśmiechem. Przed laty kapitanowi w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych udało się wylądować na MIG-u. - Miałem już nawet decyzję na katapultowaniu. To była mniej więcej taka sytuacja jak teraz - wspomina.
Strach? - Oczywiście, że się bałem, ale nie myślałem o tym. Bardziej byłem zajęty tym, żeby bezpiecznie wylądować. Pod koniec to już naprawdę była walka - mówi drugi pilot maszyny Kamil Piotrowski. Jego zdaniem temu, że dziś jest cały i zdrowy "pomogła ręka Boga". - Myślę, że mieliśmy z góry bardzo dużo pomocy - mówi. - Ja tam w cuda nie wierzę - odpowiada natomiast kapitan Szczepański pytany przez dziennikarza TVN24 Wojciecha Bojanowskiego, czy o happy endzie mówimy dziś dzięki cudowi, który dokonał się w powietrzu.
"Każdego to spotyka"
Pilot wierzy w umiejętności i... zwykłe ludzkie szczęście. - Nie ma lotnika, który wcześniej, czy później nie spotkałby się ze szczególnymi sytuacjami w locie. Człowiek jest człowiekiem, sprzęt jest sprzętem a komputer komputerem. Na tym polega też to piękno latania, że gdyby człowiek myślał, iż spotka go coś złego, to dałby sobie z tym spokój - tłumaczy.
Kiedy i czy w ogóle wsiądzie jeszcze ze stery? - Dobre pytanie. Powiem tak: gdybym w tej chwili otrzymał takie polecenie i miał gdzieś polecieć, wsiadłbym natychmiast - odpowiada bez wahania.
Kapitan Szczepański jako jedyny z sześciu osób, które w chwili wypadku były na pokładzie samolotu, odniósł niegroźne obrażenia. Jeszcze w czwartek, po serii badań, wyszedł ze szpitala.
ŁOs//kdj
http://agencja.[...]
22:14 20.3.2010 / TVN24, PAPDalsza część tekstu
(1/2)
Więcej na ten temat :
· "Nie myślimy, wykonujemy"

· Polski samolot na brzegu. Załoga wraca do kraju


Więcej informacji
· Poleciały butelki i kamienie. Cięcia i tak przyjęte
· Śniadek: Najpierw umowy śmieciowe, potem emerytury
· Eksplodował piec. Mężczyzna ciężko ranny
· Pierwszy polski satelita. Cel? Samozniszczenie
· Hotel stanął w ogniu
· "Mamy tragedię narodową" i "pasztet"
Najważniejsze | Najnowsze | Polska | Świat | Sport | Biznes | Meteo | Michałki | Kultura | RaportyInformacje | Wideo | Foto | Program | Blogi | Usługi mobilne | Kontakt TVN24 | PersonalizujOnet.pl | Wszystkie serwisy | Napisz do nas »
Copyright 1996 - 2012 Grupa Onet.pl SA

