
Najważniejsze
"Nie myślimy, wykonujemy"Polska i Świat
2:49 (2759 kB)
oglądaj / pobierz
To był jeden z wielu lotów z Finlandii o Estonii. Ale gdy w polskim samolocie zepsuł się silnik, pilot musiał podjąć trudną decyzję - lądujemy na zamarźniętym jeziorze. Życie załogi uratowały zimna krew i wysokie zdolności kapitana samolotu. Oraz konstrukcja mocnego jak forteca An-26.Lądowanie na zamarzniętym jeziorze to zawsze wielkie ryzyko, mówią specjaliści. Jeżeli jest to awaria silnika, to trzeba wykonać ciąg czterech - pięciu czynności, które mamy wyćwiczone w taki sposób, że nie myślimy o tym, tylko po prostu je wykonujemy.pilot Dariusz Szpineta, instruktor "Ad Astra"
- Nie wiemy, jaka jest grubość tego lodu, jaka jest jego struktura, czy nie ma nagle jakichś spiętrzeń, przerębli - mówi Bartosz Głowacki ze "Skrzydlatej Polski".
Ale w tym przypadku pilot nie miał wyjścia - awaria silników nie pozwoliłaby dolecieć do lotniska. Przedstawiciel właściciela samolotu, Dariusz Krzowski z firmy Exin podkreśla, że pilot stanął na wysokości zadania.
- Cała procedura odbyła się bardzo bezpiecznie, nikt nie odniósł obrażeń - mówi.
Jak robot
I faktycznie - pilot z zimną krwią wybrał dogodne miejsce, po czym perfekcyjnie wykonał manewr awaryjnego lądowania. Adrenalina towarzyszy każdemu. To nie jest tak, ze ciśnienie nie skacze, to normalne zjawiska.Tomasz Pietrzak, były pilot wojskowy
- Jeżeli jest to awaria silnika, to trzeba wykonać ciąg czterech - pięciu czynności, które mamy wyćwiczone w taki sposób, że nie myślimy o tym, tylko po prostu je wykonujemy - mówi pilot Dariusz Szpineta, instruktor "Ad Astra".
I choć lądowanie awaryjne jest elementem szkolenia, nie da się przećwiczyć każdej sytuacji. - Szkolenie musiałoby zawierać elementy lądowania na pustyni, na oceanie, na autostradzie - jest to kwestia przypadku - przekonuje Jacek Samecki z Urzędu Lotnictwa Cywilnego.
Samolot jak forteca
Życie załogi uratowała jednak nie tylko zimna krew pilota, ale także mocna konstrukcja samolotu.
I choć nie są na razie znane przyczyny awarii samolotu - te bada specjalna estońska komisja - były pilot An-26, Stefan Weker podkreśla że jest to maszyna wyjątkowo bezawaryjna.
- Jest to samolot wielozadaniowy, wszechstronny. Nigdy nie słyszałem, żeby w tym samolocie cokolwiek nawaliło - mówi. Przekonując, że An-26 może lądować (bez podwozia) nawet na betonie, trawie czy pustyni.
Awarie An-26 oczywiście się zdarzały, ale było ich niewiele. A samoloty An-26 latają już od 4 dekad.
- Na 1400 samolotów, 100 wypadków, to chyba nie jest zatrważająca statystyka - przekonuje Głowacki.
Polski Antonow 26 należący do firmy Exin lądował awaryjnie 18 stycznia na zamarzniętym jeziorze Ulemiste w Estonii. W piątek wieczorem maszyna została wyciągnięta z jeziora.
sm/tr
6:57 20.3.2010 / TVN24, PAPWięcej na ten temat :
· Polski samolot na brzegu. Załoga wraca do kraju


Więcej informacji
· Mucha apeluje do prezesa PiS o odłożenie marszu
· Zmęczeni zgodnie z planem. "Jest to wkalkulowane"
· "Jeszcze tydzień i bym biegał tyłem". Piłkarze przemęczeni?
· "Szkoda czasu. Czuję się Polakiem"
· Euro w komunikacji: objazdy, nowe linie i metro całą dobę
· Kaczyński: Nie mam nic przeciwko Rosjanom w Bristolu
Najważniejsze | Najnowsze | Polska | Świat | Sport | Biznes | Meteo | Michałki | Kultura | RaportyInformacje | Wideo | Foto | Program | Blogi | Usługi mobilne | Kontakt TVN24 | PersonalizujOnet.pl | Wszystkie serwisy | Napisz do nas »
Copyright 1996 - 2012 Grupa Onet.pl SA

