Onet Mój Onet Poczta Zumi Więcej
Najważniejsze
Mąż pobił? Żona z dziećmi muszą odejść z domu
Prosto z Polski
3:11 (3047 kB)
oglądaj / pobierz
Barbarę Kusion z gminy Chełmiec trzy tygodnie temu pobił mąż. Poprosiła o pomoc urzędników, więc kurator nakazał wyprowadzkę. Ale do lokalu socjalnego skierowano nie sprawcę, lecz ofiarę.
Urzędnicy tłumaczą, że kierowali się dobrem trójki dzieci. Tyle, że lokal, który przyznano kobiecie i jej dzieciom to drewniany barak bez ogrzewania i bieżącej wody.
- Zaczął mnie szturchać. Po prostu parę razy w głowę uderzył. A ja siebie nie pozwolę bić - opowiada Barbara Kusion reporterowi "Prosto z Polski" o incydencie sprzed trzech tygodni.
Mąż został w domu
Wtedy postanowiła działać. Zgłosiła się do Ośrodka Pomocy Społecznej i do kuratora sądowego. Chciała prosić urzędników o pomoc. Liczyła, że skierują męża na leczenie. Urzędnicy zadecydowali inaczej. Z domu musiała się wynieść ona i dzieci, bo kurator ostrzegł ją, że jeśli tego nie zrobi, dzieci mogą być jej odebrane i przekazane do domu dziecka.
- W ramach rozmów ostrzegawczych informowaliśmy, że może się to zakończyć jakimiś konsekwencjami, bo przecież wiadomo, że dzieci w takich warunkach nie mogą się wychowywać - tłumaczy Joanna Bednarek, kurator rodzinny.
Bo miał prawo do lokalu

Kusion jest sama jest wychowanką domu dziecka. Mimo, że jest jej ciężko - nie chce, by podobny los spotkał jej dzieci, więc zdecydowała się opuścić rodzinny dom. Choć mieszkała w nim przez ostatnie czternaście lat - prawo do lokalu należy do męża.
Alternatywnym rozwiązaniem byłoby wszczęcie procedury eksmisyjnej. Niestety procedura jest długotrwała. Decyzja w takich sprawach należy do sądu. - Nawet ja, jako kurator nie jestem w stanie takiego wniosku złożyć - mówi Joanna Bednarek.
Dom czy barak?
Nowy dom pani Barbary, to były budynek przedszkola. Przez ostatnie dwa lata stał zamknięty i obecnie jest w fatalnym stanie. Prace, które mają to zmienić ruszyły dopiero po interwencji mediów. Teraz urzędnicy obiecują, że dom zostanie wyremontowany.
- Robimy co możemy. Przystosowujemy, żeby to wyglądało jako tako - zapewnia Aneta Łązaczyk z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Chełmcu. Do zrobienia wciąż zostało jednak wiele, a sytuacja jest tym trudniejsza, że jej syn - Mateusz - jest niepełnosprawny i wymaga całodobowej opieki.
bgr//kdj
19:40 11.3.2010 / TVN24
Zobacz komentarze (101)
Skomentuj
Więcej na ten temat :
· Sąd: matka do eksmisji, dzieci zostają


Więcej informacji
· Poleciały butelki i kamienie. Cięcia i tak przyjęte
· "Mamy tragedię narodową" i "pasztet"
· Z każdym dniem będzie cieplej. Odwilż jeszcze w lutym
· Jeździł po plaży, zaparkował w Bałtyku
· Po tragedii na Love Parade burmistrz stracił fotel
· Sikorski na linii z Clinton. Dziękowała Polsce
Następne »
« Poprzednie
Informacje
Najważniejsze | Najnowsze | Polska | Świat | Sport | Biznes | Meteo | Michałki | Kultura | Raporty
TVN24
Informacje | Wideo | Foto | Program | Blogi | Usługi mobilne | Kontakt TVN24 | Personalizuj
Onet.pl | Wszystkie serwisy | Napisz do nas »