Onet Mój Onet Poczta Zumi Więcej
Kontakt
Pierwsi pomagali Zientarskiemu - relacje internautów
policja: nie wiadomo, kto siedział za kierownicą
2:24 (1348 kB)
oglądaj / pobierz
Był na spacerze, kiedy usłyszał gwizd pędzącego samochodu i huk, potem zobaczył kulę ognia. Jako jedna z pierwszych osób znalazł się na miejscu wypadku ferrari. Wraz z przypadkowym przechodniem udzielił pierwszej pomocy jednej z ofiar, jak się okazało - dziennikarzowi Maciejowi Zientarskiemu.
Kiedy Bartłomiej Szkop dobiegł do miejsca wypadku, tuż po tym jak samochód uderzył w jeden ze słupów podtrzymujących wiadukt, auto wybuchło i zaczęło się palić. Widział jak ofiary wypadku wypadają z auta. Nie potrafi jednak powiedzieć, kto prowadził, a kto był pasażerem. Po jednej stronie samochodu leżała jedna ofiara wypadku, a po drugiej - tam gdzie był większy pożar - leżała druga osoba, która się paliła. - Na tym człowieku płonęła odzież w okolicach pleców oraz spodnie - relacjonuje Bartłomiej Szkop w rozmowie z tvn24.pl.
Pierwsza pomoc
Widziałem jak ofiary wypadku wypadają z auta. Po jednej stronie samochodu leżała jedna osoba, a po drugiej - tam gdzie był większy pożar - druga, która się paliła. Na tym człowieku płonęła odzież w okolicach pleców oraz spodnie. Wraz z drugim przypadkowym świadkiem wypadku, odciągnęlimy od samochodu jedną z ofiar, którą okazał się później Maciej Zientarski.Bartłomiej Szkop
Jeden ze świadków odciągnął, jak teraz wiem, Zientarskiego na pobocze, ja zająłem się drugim człowiekiem. Drugi uczestnik już się palił, na głowie miał chyba jakiś plastik, który próbowałem zdjąć, niestety nieskutecznie. Do samochodu nie dało się podejść, było piekielnie gorąco.Krzysztof Resiak
Potem wszystko potoczyło się już szybko. Wraz z drugim przypadkowym świadkiem wypadku, odciągnęli od samochodu jedną z ofiar, którą okazał się później Maciej Zientarski. Przenieśli go na drugą stronę jezdni. - Baliśmy się, że dosięgnie go ogień - wspomina pan Bartłomiej.
Jak stwierdzili - poszkodowany nie oddychał. - Jego usta były pełne wydzieliny i zapadał się język. Usunąłem mu wydzielinę z ust i ułożyłem w pozycji bocznej ustalonej - opowiada pan Bartłomiej (jak sam mówi - przechodził szkolenie z zakresu udzielania pierwszej pomocy, a u niego w domu wszyscy są lekarzami). Po chwili poszkodowany zaczął samodzielnie oddychać i charczeć. Pamięta też, że mężczyzna miał bardzo dużą ranę w okolicy szyi, przez którą sączyła się krew. Owinęli więc ją bandażem.
Mężczyzna nie odzyskał przytomności aż do przyjazdu straży pożarnej. - Jak przyjechała straż pożarna, rozcięła mu ubranie i ułożyła na noszach, wtedy stamtąd odszedłem - relacjonuje świadek.
Drugiego mężczyzny nie udało się uratować
Tymczasem - jak wspomina pan Bartłomiej - drugi z poszkodowanych palił się dalej. - Próbowano go ugasić i go stamtąd odciągnąć, ale tam wciąż wybuchały jakieś części samochodu - wspomina. - Ale wszyscy się bali podejść, w dodatku temperatura była zbyt wysoka - wyjaśnia. - Przykro mi jest, że nie zdołaliśmy rozpocząć ratowania drugiego dziennikarza - dodaje.
Relacja innego internauty
Relację Bartłomiej Szkopa uzupełnia inny internauta,[...]
23:30 28.2.2008 / tvn24.pl
Dalsza część tekstu
(1/2)
Zobacz komentarze (263)
Skomentuj
Więcej informacji
· Ktoś podpala samochody w Opolu
· Pomyliła akumulatory z bombą. Saperzy, stu ewakuowanych
· Rowerzystka wjechała pod autobus.
Nie żyje

· "Myślą, że to jezdnia".
Wodna pułapka w Ursusie

· Spłonął na autostradzie
Następne »
« Poprzednie
Informacje
Najważniejsze | Najnowsze | Polska | Świat | Sport | Biznes | Meteo | Michałki | Kultura | Raporty
TVN24
Informacje | Wideo | Foto | Program | Blogi | Usługi mobilne | Kontakt TVN24 | Personalizuj
Onet.pl | Wszystkie serwisy | Napisz do nas »